niedziela, 20 stycznia 2013

W sobotę zaczęliśmy dietę. Ponieważ zaczął się weekend musieliśmy od razu wprowadzić poprawki.
Zamiast pięciu posiłków wyszły cztery (mamy rozpisane jedzenie od godziny 6 rano do około 18-19, zależnie od pory zajęć indoor cyclingu jemy wcześniej lub później), zamiast dużego jabłka na przekąskę poszedł jogurt naturalny z wkładką z jabłka tartego - nie wzięliśmy pod uwagę że w weekend treningi są rano.

Jest ciężko. Lodówka jest pełna zapasów na najbliższe dni - nabiał, warzywa, soki. Mięso i ryby w zamrażarce. A'propos ryby, miał być dorsz. Nie wyszedł. Fiolka przesoliła, ja przeostrzyłem.

Oprócz tego zaczęliśmy również treningi na siłowni. Od teraz oprócz sesji rowerów będziemy dźwigać ciężarki. Mam kolejny pomiar 30 stycznia. Parę kilogramów powinno zejść obowiązkowo. Docelowo masy tłuszczowej mam stracić dwadzieścia kilo. Aż wstyd że się człowiek tak zapuścił, ale lepiej późno niż wcale się zabrać do pracy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz